25 maja 2012

migawki z Bangladeszu

      "In Bangladesh there are no attractions in Bangladesh you are the attraction"...napisał ktoś w nielicznych artykułach internetowych o Bangladeszu.
      Wiele w tym prawdy i racji, choć Banglaldesz jest atrakcją sam w sobie dla wytrawnych podróżników i poszukiwaczy przygód. Pikantny, hałaśliwy, chaotyczny, kolorowy kraj 160 milionów szczęśliwych ludzi, jaki nikogo nie pozostawi obojętnym.









10 maja 2012

ludzie z apetytem na życie - Gruzini

Gruzini to ludzie niezwykli. Cytowana legenda nie kłamie - prawdziwi hedoniści, uwielbiają biesiady, toasty, śpiewy i tańce - po prostu kochają życie. Potrafią cudownie bujać w chmurach, z fantazją tracić czas i wymyślać niezliczone powody do spotkań i zabaw. Przy tym zawsze szeroko otwierają ramiona na każdego przyjezdnego, jakby gościna była rzeczą najważniejszą.
Odczułam to na własnej skórze nie tylko pomieszkując w prywatnych mieszkaniach, zasiadając z nimi do posiłku ale przy niemal każdym przypadkowym spotkaniu.

Zaproszenia do ogniska rozpalonego na górskiej łące pełnego opiekanych ziemniaków ( zapijanych obficie domowym bimbrem w kieliszkach z dna i szyjki butelki typu pet )




Częstowanie serem i wafelkiem przez stałych klientów lokalnego spożywczaka - jakie przerodziło się w niezapomnianą popijawkę z dziesiątkiem niezwykłych historii, uścisków, a nawet zakrapianą łzami.




Spotkania uliczne, barowe i marketowe, zawsze w towarzystwie szerokich i szczerych uśmiechów








I niezapomniane noclegi w prywatnych domach (często w łóżku samych właścicieli, z którego pośpiesznie wyciągano się piżamę i ekspresowo zmieniano pościel )

miejsca wyjątkowe - Gruzja

Wróciliśmy z Ukrainy...z jednej strony trochę rozczarowani ale jednocześnie przeświadczeni, że nasze ostatnie wyprawy na wschód na Zakaukazie i do Azji Centralnej były wyjątkowe i niepowtarzalne.

Tym bardziej zapragnęłam powspominać Gruzję, której Ukraina nawet do pięt nie dorasta na każdym polu - od widoków i krajobrazów, przez ludzki optymizm i atrakcyjność cenową, po kulinaria i ogólna aurę sielanki i swobody.

Gruzini i ich piękny kraj zwyczajnie łapią człowieka za serce i to tak mocno, że ten uścisk czuje się już zawsze. W Gruzji łatwo się rozkochać. Gruzję się wspomina, co przynosi jakieś kojące uczucie błogostanu. Do Gruzji chce się wracać.

Obcowanie z Gruzinami pozwala twierdzić, że w krążącej o nich legendzie jest wiele prawdy, bo jak stanowi:

Kiedy u zarania dziejów Bóg tworzył Świat, zebrał w jednym miejscu wszystkie narody i powiedział do wielkiego tłumu, że każdy naród otrzyma swój skrawek planety. Oczywiście każdy naród chciał otrzymać jak najbardziej urodzajny zakątek, więc powstał wielki harmider i ścisk. Ludzie przepychali się i walczyli o najlepsze kawałki.

Że naturze Kartlów (Gruzinów) nie leży awanturnictwo, ostra rywalizacja i rozpychanie się łokciami przez tłum. Zobaczywszy długą aż po horyzont kolejkę Gruzini zasiedli w cieniu drzewa, zaczęli biesiadować i ucztować, wznosić winem toasty, radośnie śpiewać i tańczyć.

Spędzając czas na sielskiej zabawie Gruzini zapomnieli o podziale Ziemi i całym tym zamieszaniu wokół tego. Kiedy ostatnie narody otrzymały w posiadanie kawałek Ziemi, ucichł ten cały wcześniejszy zgiełk i zniknęła ogromna kolejka Bóg usłyszał odgłosy wesołych pieśni i słowa kwiecistych toastów dobiegające spod drzewa, gdzie bawili się Gruzini. Stwórcy zrobiło się żal tych pogodnych, uśmiechniętych ludzi, gdyż rozdał już wszystkie ziemie a dla nich nie pozostało już nic. Jednak nagle, twarz Boga radośnie zajaśniała. Przywołał do siebie  Gruzinów i powiedział: kiedy inni tłoczyli się i sprzeczali między sobą wy staliście z boku. Kiedy inne narody łokciami walczyły o dogodne miejsce w kolejce wy zachowaliście pogodny nastrój i oddawaliście się ucztowaniu. Wprawdzie, podzieliłem już cała planetę między inne narody, ale pozostał mi jeszcze najpiękniejszy zakątek - kipiący zielenią, pełen żyznych pól i malowniczych gór, w których żyje mnóstwo łownej zwierzyny. Jest to istny Raj na Ziemi, dlatego postanowiłem zatrzymać go dla siebie, abym miał gdzie odpoczywać. Nie chcę, aby wasze radosne twarze zalały się łzami sierot, które wiecznie błąkają się po Świecie w poszukiwaniu miejsca do życia. Postanowiłem więc, że ten rajski zakątek stanie się waszym domem. Żyjcie w nim tak szczęśliwie i wesoło jak to pokazaliście teraz! Odtąd ziemia ta będzie nazywana "Sakartwelo", czyli "Ziemia Kartlów".

O pięknie Gruzji trzeba przekonać się samemu, ale na zachętę kilka zdjęć z Kazbeku:


                                                                      




 

8 marca 2012

zatrzymanie zegara - Cartagena de Indias

      Gdy w okna puka deszcz, co zmywa ślady wciąż bliskiej zimy, a horyzont zalewa gęsta mleczna mgła wracam myślami do zeszłorocznej Kolumbii, a w szczególności do jej najbardziej romantycznego i karaibskiego oblicza jakim jest Cartagena de Indias.
      Magiczne miasto, jakiego stare mury szepczą setki niezwykłych historii z zamierzchłych czasów, gdzie fale wielkiej wody walą bezlitośnie w nadbrzeżne bulwary, gdzie kolonialne domy i ich zielone patia, kwieciste balkony oraz brukowane place i ulice przenoszą przybyszy w czasie i  przestrzeni.
      Miasto upalnej niemocy jaka dopada codzienność, wyrywając z niej  kilka godzin  na tropikalne wstrzymanie zegara.
      Miasto zniewalających urodą i spojrzeniem kobiet, jakich potomkowie zmieszali krew różnych ras nacji.
      Miejsce jakiego nie da się zapomnieć. 



















29 lutego 2012

Kolumbia dla leniwców

       Kolumbia to raj dla leniwców i plażowiczów. Kilometry piaszczystego wybrzeża, palmy, zatoczki i błękit wody. Niektóre plaże wciąż pozostały dzikie, ale i trudno dostępnie. Większość to kurorty przez małe bądź duże 'K" albo miejsca turystycznych spędów beckpecerów.
      Sprawdziłam jedno z polecanych miejsc - Taganga, by wygrzać przez chwilę, zmęczone dopiero co przebytą grypą ciało. Że nurkowanie nie wchodziło w grę, a nic we mnie z leniwca - jeden dzień okazał się być wystarczającą dawką zacienionego plażowania.
       Jak zwykle najciekawszą porą okazał się być wieczór, kiedy rybackie krypy spłynęły z połowów a plaża zaroiła się od sprzedawców ryb.







rok temu - Kolumbia

     Rok temu o tej porze zaczęłam odliczanie do spotkania z Kolumbią, jaka kiedyś na starcie mojej podróżniczej zajawki była niczym Everest, kawą płynąca, przygodą pachnąca, dudniąca muzyką, z dreszczykiem emocji.
      Niestety wyobrażenia miały twarde lądowanie, na jakże dotkliwie poddanej globalizacyjnym procesom kolumbijskiej ziemi. Marzenia z przeszłości rozminęły się z rzeczywistością sprawiając, że wspomnienie tej podróży odarte są z zachwytów, uniesień i wzruszeń. I choć Kolumbia pokazała swoje różnorodne oblicze, odkryła przede mną ciekawe i piękne zakątki, nie znalazła w moim sercu szczególnego miejsca.
         
        Bogota - nie jest piękna, ani ładna, daleka od splendoru, górzysta stolica, zazwyczaj przyjmuje przybyszów chłodno. Potem tłamsi ulicznym ruchem i gigantycznymi korkami, zadziwia rozmachem inwestycji, wyciska siódme poty przy pieszych wycieczkach po Candelarii, a wieczorem zagłusza dudniącą barową muzyką.